kwietnia 28, 2019

Czym dla mnie jest feminizm?


Jak śpiewał znany chyba przez wszystkich Muniek Staszczyk, wokalista zespołu T.Love jest super, jest super, więc o co Ci chodzi? 

No właśnie, o co z tym feminizmem chodzi, bo na pewno nie o paradowanie w samej bieliźnie. Feminizm nie jest też żadną ideologią, której celem jest przejęcie kontroli nad całym światem przez kobiety, mimo, iż niektórzy tak właśnie to widzą. Przyszedł czas na wtrącenie moich przysłowiowych pięciu groszy, gdyż naprawdę burzy mi krew to, jak bardzo istota tego ruchu nie została zrozumiana przez gro osób z męskiej części społeczeństwa. To samo dotyczy zresztą także części kobiet, co może budzić zdziwienie.

Gdy chcę dowiedzieć się, co dane słowo oznacza, zaglądam do słownika. Zatem, sięgając do Słownika Języka Polskiego (posiłkowałam się tym internetowym, aby to co piszę było sprawdzalne) dowiemy się, że feminizm to przede wszystkim ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet. Tylko tyle, a może aż tyle. Wszakże mówimy tutaj o podstawowej, współczesnej istocie demokracji, a mimo to dość często spotykam się z głębokim niezrozumieniem. Wówczas często pada kluczowe stwierdzenie: o co Ci chodzi, przecież kobiety są dobrze traktowane. Czy aby na pewno? 

Nie tak dawno temu minęło sto lat od wywalczenia praw wyborczych i obywatelskich przez kobiety. Dzień kobiet to nic innego, jak uczczenie tego wydarzenia. Podobnie jak Sylwia Chutnik uważam jednak, że powinniśmy obchodzić Dzień Praw Kobiet, może wtedy w przestrzeni publicznej obecna stałaby się istota tego święta, bo wierzcie mi, nie chodzi w nim o kupowanie goździków i rajstop. Zabrało mi także odpowiedniego uwypuklenia tego zagadnienia w kontekście obchód 100-lecia odzyskanie niepodległości przez Polskę.

W edukacji historycznej w szkole nie ma równości względem płci. Uczymy się o polityce, wojnach prowadzonych przez MĘŻCZYZN. Czasem gdzieś przemknie nam postać kobieca, jako miły dodatek dla mężczyzny. I tyle. Nie dziwię się zatem, że historia jako taka nie cieszy się zainteresowaniem, skoro uczymy się jej w formie przytłaczającego kalendarium. Tak właściwie to dopiero idąc na studia historyczne możemy poszerzyć nasze horyzonty w tym zakresie, ale przecież nie możemy od wszystkich oczekiwać pójścia na studia historyczne. Brakuje zatem edukacji historycznej, która uwzględniałaby kobiety, jako indywidualne postacie, które miały udział w kształtowaniu naszej historii. Brakuje też pomysłu jak to ugryźć, wszakże historia kobiet jako taka dopiero się kształtuje. Uważam, że zmiana programu nauczania będzie pierwszym krokiem do zmiany na lepsze w kontekście równości między płciami, gdyż to właśnie szkoła nas kształtuje. Jeżeli dziecko ucząc się historii słyszy jedynie o wielkości i bohaterstwie mężczyzn trudno oczekiwać, że doceni kobiety jako takie, skoro nie wie nic o ich dokonaniach. Polecam Wam książkę Niegodne historii? O nieobecności i stereotypowych wizerunkach kobiet w świetle podręcznikowej narracji historycznej w gimnazjum. Naprawdę Maria Skłodowska - Curie nie była jedyną kobietą, o której warto wspominać.

Codziennie jesteśmy świadkami słownej i symbolicznej przemocy skierowanej w stronę nas, kobiet. Zarówno w magazynach, jak i w sytuacjach z życia codziennego, gdyż o ile sesja na okładkę magazynu raczej wykonywana jest za zgodą modelki, tak ordynarne komentarze względem kobiet już nieco mniej. Przez ordynarne komentarze rozumiem zwroty w stylu dobra dupa, fajne cycki, czy szmata lub dziwka w kontekście prowadzenia nieco bardziej bujnego życia seksualnego. Co ciekawe, mężczyzna, który sypia więcej niż z jedną partnerką, co najwyżej może być określony zdobywcą, kobieciarzem czy casanovą. Zdrada w naszym społeczeństwie nie jest oceniania proporcjonalnie, rozgranicza się ją na płeć. Przyjęło się, że kobiecie nie wypada, a faceci tacy już są. Polecam Wam przesłuchać i koniecznie obejrzeć teledysk do piosenki Julii Marcell Tarantino, która bardzo dobrze podsumowuje to, o czym napisałam.

Istotnym i niezwykle drażliwym problemem jest także temat aborcji, który, mam wrażenie, podzielił nas jako społeczeństwo (oczywiście nie tylko ten). Ja osobiście uważam, że dokonuje się na nas, kobietach swoistej przemocy i traktuje jak inkubatory, uważając, że same nie potrafimy podjąć słusznej decyzji. W ramach tego chce się nam narzucić jedyne, oczywiste wyjście, bez jakiekolwiek próby zindywidualizowania przypadków. Zapominamy jednak, że postulaty dotyczące możliwości przeprowadzania aborcji nie zmierzają do nakazywania aborcji, a do stworzenia sytuacji w której kobieta, gdy to możliwe ze swym partnerem, będą mieli wybór. Nie chodzi o traktowanie aborcji jako antykoncepcji, ale możliwości wyboru w ekstremalnych sytuacjach. I co tam ciąża pozamaciczna, czy ryzyko śmierci matki podczas porodu. To nie jest ważne. Najważniejsze jest to, że aborcja to morderstwo. Ja jednak zapytam nieco z przekąsem - świadomość zaistnienia komplikacji podczas ciąży, które mogą skończyć się śmiercią matki nie będą w tym przypadku morderstwem? Każda z nas ma swoje sumienie i powinnyśmy mieć wybór, zawsze. Na tym między innymi polega demokracja. Chyba, że coś mylę i nie słuchałam dostatecznie dobrze na WOS-ie w liceum. Zauważyłam także, że przeciwnicy sporu o aborcję sprawiają wrażenie, że mają w sobie ogromne pokłady empatii. Tak wielkie, że nie widzą problemu, iż niechybnie mogą poświęcić swoje partnerki życiowe w celu wyższej idei. To nic innego jak deprecjonowanie kobiet. Nie tylko jako obywatelek, ale ludzi w ogóle. 

A skoro już o tym mowa równie ważnym problemem jest kwestia molestowań i gwałtów. Akcja #MeToo została przez prawicową część widowni wyśmiana i skrytykowana. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie rozumiem też, dlaczego ofiary gwałtu często kreuje się na osoby współwinne tego zajścia. Uważa się, że kobieta była zbyt skąpo ubrana i sprowokowała napastnika. Dopowiem znów, nieco przekornie, a gdy dochodzi do kradzieży samochodu nie słychać głosów o tym, że ktoś zbyt mocno afiszował się swoją bryką i sprowokował złodzieja. To pewne kuriozum, którego nie jestem w stanie pojąć. Być może dlatego często dopiero po latach ofiary ujawniają swoje mroczne przeżycia. Boją się przypisywania im tej współwinny. 

Dzieje się. Na całym świecie organizowane są różnorakie inicjatywy, które mają przypomnieć, że historia kobiet także istnieje, i że kobiety także mają prawo głosu. Mam nadzieję, że te inicjatywy będą miały coraz to szerszy wydźwięk społeczny. W Polsce nie mamy tak silnej tradycji ruchów feministycznych jak na tzw. Zachodzie. Wynika to oczywiście ze specyfiki naszej historii, przez wiele lat nie istniała Polska jako terytorium. Polskę tworzyli wówczas ludzie. Prawa wyborcze zostały kobietą dane bardziej w podzięce za zaangażowanie w krzewienie polskości podczas zaborów. Poprawa naszego statusu nie jest za bardzo wynikiem zmian w myśleniu ogółu społeczeństwa, a w tym przypadku mężczyzn. Podobnie zresztą rzecz się miała z przyjmowaniem kobiet na studia. W Poznaniu brakowało po prostu studentów. Przypominam, że to był okres po I wojnie światowej, w między czasie wybuchło Powstanie Wielkopolskie, a potem napatoczyła się wojna polsko-bolszewicka. Mimo to, że kobietą udawało się obronić swoje prace magisterskie, później były bardzo dyskryminowane i np. nie zatrudniano ich na uczelniach. 

Właśnie dlatego uważam, że kobiety nie są dobrze traktowane. Podział na tradycyjne role i dyskryminacja wciąż istnieją i będą istnieć dopóki ogół społeczeństwa będzie kojarzył feminizm ze sprawami kobiecymi, dopóki nie dostrzeżemy, jak ważne jest zaangażowanie mężczyzn. W rozumianym przeze mnie (i przez feministki) feminizmie chodzi o równość pomiędzy mężczyzną i kobietą w każdej sferze życia. Traktowanie siebie jako partnerów w domu i poza nim. Nie chodzi też o robienie z siebie tzw. Zosi Samosi, która jako feministka sobie ze wszystkim dzielnie poradzi i pokaz sił, kto więcej utrzyma w siatce z zakupami. Chodzi po prostu o szacunek względem siebie. 

Równość i szacunek powinien działać jednak w dwie strony. Podkreślam to, ponieważ zauważyłam, że zdarza się, iż niechybnie my, kobiety dyskryminujemy mężczyzn, nie dając im szansy się wykazać. Objawia się to czasem w obowiązkach domowych, jak i w wyrokach sądów dotyczących decyzji o sprawowaniu opieki nad dzieckiem. Gdy rozsypuje się małżeństwo, często uważa się, że matka automatycznie będzie lepszym opiekunem, choć nie zawsze jest to prawda.
Polecam Wam także film dokumentalny, który dostępny jest na platformie Netflix pt. Feministki: Co sobie myślały? Który pokazuje, że problemy, z którymi mierzyły się kobiety w latach 60. wciąż są obecne.  

Na koniec zaś powtórzę raz jeszcze, feminizm to ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet. Zrównując się z innymi, pamiętajmy jednak, żeby nie deprecjonować innych.

Bardzo chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat. :)


25 komentarzy:

  1. Mężczyźni często dużo mówią mało robią to napewno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo za ten wpis! Naprawdę. Feminizm ma wiele nurtów, a większości kojarzy się z przerysowanym, stereotypowym wizerunkiem, przez co wiele kobiet zarzeka się, że nie jest feministkami! No kurczę, czyli uważasz, że nie należą ci się prawa? Feminizm w swojej pierwotnej, podstawowej formie zakłada po prostu, że kobiety mają prawa i nie są gorszymi bytami! A nie ruch zakładający, że każdy mężczyzna jest gorszy, ani że kobiety powinny być bardziej męskie, a takie dwa wizerunki najczęściej się utrwala...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) No właśnie, przeraża mnie to jak kuleje krytyczne myślenie w społeczeństwie, w mediach stworzono bardzo odrealniony obraz tego ruchu posługując się stereotypami, wkładając wszystkie feministki do jednego worka i zatracono główny sens tej inicjatywy. Mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni...

      Usuń
  3. Uważam tak samo jak Ty ale nie umiałabym chyba tego tak ładnie i składnie opisać <3 Empatia anty-aborcjonistów kończy się niestety jak dzieci przychodzą na świat, jakoś nie było ich przy niepełnosprawnych jak protestowali, nie przeszkadza im to że te ich uratowane płody spędzą całe krótsze lub dłuższe życie w cierpieniu :(
    Najbardziej smuci mnie zawsze kiedy kobiety nienawidzą innych kobiet, potępiają, co się czasem czyta w internecie to jest przerażające

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykładów takiej hipokryzji możemy odnaleźć wiele, kwestia osób niepełnosprawnych jest jednym z bardzo smutnych przykładów.

      To też racja. Nie chcę oczywiście uogólniać, bo to nie byłoby w porządku, ale bardzo dużo kobiet nie jest fair wobec siebie (mam na myśli kontakty międzyludzkie). Mam wrażenie, że często na starcie niektóre z nas pałają do siebie bezpodstawną nienawiścią, nie do końca wiem z czego wynikającą.

      Usuń
    2. No oczywiście, że jest wiele super kobiet i nie można uogólniać :) Chodziło mi raczej o to, że jeszcze gorzej odbieram taki zupełny brak zrozumienia od innych kobiet niż od facetów. Zwłaszcza jeśli chodzi o sytuacje, w których każda z nich może się znaleźć ;)

      Usuń
    3. Jasne, zdarzają się takie osoby. Wiele zależy od człowieka, jego empatii i stopnia egoizmu. :)

      Usuń
  4. Trzeba przyznać, że kobiety czasem nadal są źle traktowane nawet w XXI wieku.
    Zgadzam się z Tobą, że równość i szacunek powinien działać w obie strony.
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wpis z bardzo dobrym przekazem. Rzeczywiście na lekcjach historii rzadko pojawiały się kobiety. Ja z tych zasłużonych pamiętam tylko królową Bonę, Emilię Plater i Marię Curie-Skłodowską, a z pewnością było więcej kobiet, które w jakikolwiek sposób przysłużyły się dla ojczyzny czy nauki.
    Również irytuje mnie przejaw braku szacunku do kobiecego ciała. Pociesza mnie tylko fakt, że w tak ordynarny sposób odzywają się tylko osoby na bardzo niskim poziomie, którym nie warto poświęcać uwagi. Zwróciłaś również uwagę na określanie kobiet, które prowadzą bujniejsze życie seksualne, szmatami czy dziwkami, za to mężczyzna, który postępuje w ten sam sposób jest postrzegany przez społeczeństwo co najwyżej jako kobieciarz. To niestety zjawisko, z którym bardzo często możemy się spotkać. Wydaje mi się, że to wynika z pozostałości z dawnych lat, gdy to mężczyzna mógł zdradzać swoją kobietę. Może to być również skutek tego, że kobietę uważa się za tą delikatniejszą, bardziej uczuciową, czyli tak jak napisałaś, jej tego nie wypada.
    Ja jestem za aborcją, ale tylko w kilku wypadkach, nie jeśli była to tak zwana wpadka. Rozumiem, że nieplanowane dziecko to może być dla wielu problem, ale aborcja w takim przypadku jest tylko przejawem egoizmu i wtedy uważam to za morderstwo. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, a nie się ich pozbywać. Jeśli kobieta zaszła w ciążę w wyniku gwałtu, ciąża zagraża życiu matki lub dziecko będzie chore i rodzice zdecydują, że chcą aborcji, to ja jestem za.
    Nie rozumiem również, skąd ludzie wpadają na pomysł obwiniania ofiary gwałtu lub też przemocy domowej. Może jest to jakiś sposób uzasadnienia czynu sprawcy, mimo to dla mnie nadal jest to w żadnym wypadku nielogiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Właśnie, dlatego sądzę, że zmiana programu nauczania jest tutaj absolutnie potrzebna. Tak, to prawda, niemniej jednak ta słowna przemoc funkcjonuje, także w internecie.
      Podejście do zdrady od starożytności było nierówne względem płci. Wynikało to po prostu z tego, że mężczyźni niejako zdominowali kobiety, oni ukształtowali ten świat, a my w nim funkcjonowałyśmy i musiałyśmy się dostosowywać. Obecnie jest z tym nieco lepiej, ale co niektórzy jeszcze nie zmienili swojej mentalności w tym zakresie.
      Ja też tak uważam. Aborcja w tych trzech przypadkach powinna być legalna (i na ten moment jeszcze jest, ale były już zapędy, aby nie można było jej dokonać, gdy istnieje ryzyko, że dziecko jest chore). Nie traktuję jej natomiast jako środka antykoncepcyjnego.
      Często tak się niestety dzieje. Właśnie dziś czytałam na ten temat artykuł na wyborczej. Coś strasznego. Kobieta była gwałcona, najpierw jako dziecko przez swojego kuzyna, a potem męża i nikt z tym nic nie zrobił...

      Usuń
    2. A ja niestety muszę się nie zgodzić, dla mnie nie jest logicznym dlaczego aborcja zdrowego dziecka u zdrowej kobiety jest morderstwem, a zdrowego dziecka chorej kobiety nie jest... Albo wszyscy albo nikt.
      I jeśli dziecko to kara za pękniętą gumkę to już wróżę mu smutną przyszłość w rodzinie która go nie chce, o ile w ogóle jakaś rodzina jest bo panowie mają zwyczaj dawania w długą przy pierwszej możliwej okazji i te wspaniałe konsekwencje ponosi tylko kobieta :(

      Usuń
    3. Rozumiem Twój punkt widzenia. Ja po prostu nie traktuję aborcji, jako środka zaradczego, ponieważ środków antykoncepcyjnych mamy naprawdę dużo, ale rzeczywiście mimo wszystko ważne jest, aby mieć w życiu wybór. Nie mówię oczywiście "nie" całkowitej legalizacji, gdyby ją zalegalizowano nie protestowałabym, sama po prostu zdecydowałabym się na nią tylko w tych trzech przypadkach i uważam je za rozsądnie przemyślane. Tak jak pisałam, każda z nas ma swoje sumienie i powinnam nim się kierować. Nie zamierzam też potępiać kobiet, które usunęły ciążę, bo wiedziały, że nie będą w stanie same utrzymać dziecka lub były jeszcze nastolatkami. Warto jednak w tym kontekście pomyśleć o edukacji seksualnej w szkołach, ale o takiej edukacji, która naprawdę uświadomi i dokształci dzieci. :)

      Usuń
    4. Również rozumiem Twój punkt widzenia, Convalie. Masz rację z tym, że niechciane dziecko może mieć ciężkie życie w rodzinie. Chociaż zdarza się, że matki po urodzeniu dziecka, mimo wcześniejszej chęci poddania się aborcji, potrafią je pokochać. Jednak nie w każdym przypadku tak jest.
      Tutaj też wychodzi kolejny problem społeczeństwa, czyli odpowiedzialność za ciążę i dziecko spada matkę. Oczywiście, to również nie jest reguła, bo są ojcowie, którzy ponoszą te konsekwencje. Powinno się coś zmienić, żeby ucieczka mężczyzn przed odpowiedzialnością nie była taka prosta.
      Mimo wszystko aborcja to trudny temat i tak naprawdę nie da się przewidzieć, jak się postąpi w danej sytuacji, dopóki się w niej samemu nie znajdzie.

      Usuń
  6. Świetny wpis, naprawdę. Najbardziej mnie zawsze wkurza stwierdzenie, że ofiara przemocy seksualnej sama się o to prosiła. A co jeśli taką ofiarą jest dziecko, obojętnie jakiej płci, też się o to prosiło? Nóż się w kieszeni otwiera na takie gadanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacyjny wpis z mocnym przekazem. Całkowicie się z Tobą zgadzam z taka definicja femiznizmu. Kobieta powinna miec prawo decydowania o sobie za siebie :-) Wciaż mężczyzna prowadzący bogate życie seksualne ma miano zdobywcy, kobieta natomiast z góry traktowana jest jak "dziwka" czy "dupodajka" - to przykre i krzywdzące.
    Kobiety przez wiele lat nie miały praw,zyły w strukturach stworzonych przez mężczyzn- na szczęście to uległo zmianie. Obecnie jestesmy bardziej świadome swoich praw.
    Nie popieram aboracji jako takiej - ale sa sytuacje w których kobieta powinna miec prawo o decydowaniu czy chce dana ciążę utrzymać czy nie. Państwo nie powinno decydować za nią. To nigdy nie jest łatwa decyzja zatem. Łatwo jest oceniac nie znając sytuacji...
    Akcja #metoo - uświadomiła ludzion jak dużo kobiet znalazło się w takiej sytuacji.Podpisanie się pod tą akcja publicznie nie nalezy do rzeczy łatwych, dlatego jakakolwiek krytyka jest w tej sytuacji nie na miejscu. Ofiara zawsze jest ofiarą . Jeśli nie wyraża na coś zgody i kobieta mówi nie - nalezy to uszanować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie, jako kobiety jesteśmy traktowane fatalnie (ja mam to szczęście, że mój mąż jest feministą, więc w domu mam pełne zrozumienie), ale jak widziałam (czas przeszły bo telewizora się pozbyliśmy;) reklamy proszków do prania chociażby, gdzie niby zawsze kobieta ma się zajmować tego typu rzeczami, to zawsze mnie mdliło. Nie rozumiem też dlaczego w temacie ciąży, ilości posiadanego potomstwa, itd. tak wiele do powiedzenia mają faceci, skoro sami nigdy nie doświadczą nawet miesiączki czy bóli porodowych. Podwójne normy moralne w stosunku do płci też nie przestają mnie zaskakiwać. Kolejnym przykładem jak beznadziejny stosunek do kobiet ma instytucja państwa, to śmiesznie niskie kary za gwałty, gdzie często sprawca dostaje trzy lata w zawieszeniu:/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem zdeklarowaną feministką i od lat myślę o wpisie na ten temat (zwłaszcza w Dniu Kobiet, kiedy na blogach tylu mądrych dziewczyn widzę hasło "nie jestem żadną feministką").

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ważny temat poruszyłas :)
    Z historii akurat znam masę kobie zasłużonych dla różnych państw czy nauki bo mocno interesuję się tym tematem. A w szkole często z historyczkami dyskutowaliśmy na lekcjach i przygotowywaliśmy różne prezentacje o znanych osobach z poszczególnych okresów ;)
    Zawsze powtarzam, że jestem taką starą feministką, bo kompletnie nie zgadzam się z tym wszystkich co "porabiają" w mediach społecznościowych Pseudo-feministki i wszędzie tam gdzie osoba nie znająca tego tematu spotyka się 1 raz z feministką obecne. A najbardziej niestety irytuje mnie to, że nie słuchają kompletnie tego co druga strona ma do powiedzenia. Wielkokrotnie juz miałam styczność wręcz z agresją z ich strony gdy mówiłam im np. o załozeniach Katharine Bushnell, lekarki, która dawała podwaliny dla tego pojęcia i szczerzyła go na całym świecie. Szkoda, że większość feministek nie zna podstaw założenia tej ideologii tylko ślepo kopiujej lewicowe slogany ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawie napisane i zgadzam się z tym co piszesz. Nie jestem do końca jednak feministką, owszem uważam że kobiety powinny być na równi traktowane z mężczyznami. Z drugiej strony, nie ma się co oszukiwać. W pewnych rzeczach to mężczyźni są lepsi, w innych z kolei kobiety. Warto szanować siebie i traktować na równi ale nie koniecznie wrzucać do jednej szuflady. Jesteśmy po prostu inni.

    OdpowiedzUsuń
  12. Super to napisałaś i fajnie że wybrałaś taki temat:) dla mnie to jest nienormalne gdy słyszę że kobieta skusiła do gwałtu. Tak samo wkurza mnie że facet który ma dużo kobiet jest uważany za np "casanove" i ogólnie to nic złego a kobieta od razu jest nie wiadomo kim.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dla mnie nie można było lepiej przedstawić tego tematu, także brawo dla Ciebie! Nie jestem feministką, jednak szanuję osoby, które są zadeklarowane. Najbardziej denerwuje mnie chyba agresja z którą takie kobiety muszą się spotkać kiedy głośno mówią o swoim stanowisku w tym temacie.

    Pozdrawiam cieplutko, dołączam do grona czytelników ❃
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry post! Bardzo odważny. Czytałam kiedyś taką książkę - 10 najpotężniejszych kobiet, czy najokrutniejszych. Nie pamiętam tytułu, wybacz że nie sprawdzę ale była ona dowodem na to, że kobiety bywają baaardzo charakterne i mimo iż w tym kontekście były one uosobieniem zła, to chodziło o ich przewagę nad mężczyznami - konkretnie w aspekcie osobowości.

    OdpowiedzUsuń
  15. You did amazing covering this topic!

    www.fashionradi.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 suzvintage , Blogger